infografika akceptacja
Adwent z NVC,  Babskie NVC,  Blog

Adwent z NVC. Zadanie 1 akceptacja

Akceptacja to największy komplement, jaki można otrzymać.

Maciej Frączyk.

Na początek – Akceptacja

Mierzi mnie gdy czytam sławne już słowa: „bądź lepszą wersją samej siebie”, od razu nasuwa mi się pytanie: „to teraz jestem złą wersją?”.

A gdyby tak zmiany zacząć od miłości do siebie?

Mam wrażenie, że ogrom couchów, trenerów czy motywatorów bazuje na ogólnym poczuciu niedostatku, winy i wstydu.
Kiedyś usłyszałam: wstydzisz się swoich ud? Niech ten wstyd doda Ci mocy by w końcu ruszyć cztery litery i wziąć się za siebie!
Wiecie co zrobiłam?? Kupiłam sobie czipsy i lody, a następnie przez kilka dni katowałam się tym, że nie dość, żem gruba to jeszcze słaba i leniwa.

Dopiero na kursie NVC usłyszałam: jesteś OK. Nie musisz być lepszą wersją siebie. Jesteś wystarczająca. Zasługujesz na akceptację tego jaka jesteś tu i teraz.

I nagle poczułam jak spada mi z serca i głowy ogromny „kamień” poczucia niedostatku, wstydu, zażenowania i bycia w ciągłym „nie dość”.

Te słowa były dla mnie początkiem cudownych zmian. Nie dlatego, że byłam „nie dość” ale dlatego, że podarowałam sobie akceptację i miłość. Ten mały przeskok trybików w moim umyśle sprawił, że poczułam, iż zasługuję na wszystko to co najlepsze. Zaczęłam biegać, ćwiczyć, lepiej jeść, zwracać uwagę na swoje myśli i zachowania. Poprawiły mi się relacje z bliskimi i obcymi ludźmi. Pierwszy raz czułam, że nie muszę nic sobie ani nikomu udowadniać, bo ja już tu i teraz jestem OK.

Akceptacja to wolność.

W momencie w którym zaakceptowałam siebie – doszło do mnie, że goniłam za nieosiągalnym. Ktoś kiedyś stworzył kanon piękna oraz tego jak się mają zachowywać kobiety. A ja naiwnie dałam sobie wmówić, że muszę się dopasować. Przecież tyle osób mówili, że w innym przypadku nie będę wystarczająca.

Nie zauważyłam tylko, że te całe kanony piękna to są cudze wymysły, często zupełnie niedopasowane do mnie. W ekranizacji Alicji z Krainy Czarów usłyszałam jej pytanie: a gdyby ktoś, nakazał wszystkim nosić pasztet na głowie, czy to oznacza, że gdybym tego nie robiła to byłabym nienormalna?

No to teraz pytam ja Ciebie: czy Ci którzy nam wmawiają, że zmarszczki, cellulit, krzaczaste brwi, siwe włosy, wypryski, owłosienie, mały/duży biust i wiele innych rzeczy, są nieakceptowalne społecznie, są naprawdę tak ważni dla Ciebie, żebyś z ich powodu nie akceptowała samej siebie?

A może by tak uwolnić się spod jarzma tego co powinnyśmy i zacząć się skupiać na tym, czego pragniemy?

Czy opinie innych są naprawdę ważniejsze od naszego samopoczucia?

„Ale z Ciebie gaduła”, „Masz dziwny śmiech”, „Naprawdę nie masz innych ciuchów w szafie?”, „Myślałaś może o diecie”…

Te wszystkie cudowne rady zagłuszają język naszego ciała. Zamiast wsłuchać się w siebie, wsłuchujemy się w innych.

Marshall B. Rosenberg zwraca uwagę na to, że za WSZYSTKIM co robimy i mówimy, stoją konkretne potrzeby.

O tym jak je rozpoznać, jak nazwać i jak prawidłowo na nie odpowiedzieć, będziemy omawiać w dalszych dniach. Teraz chcę tylko ściągnąć z Ciebie poczucie winy. To, że podjadasz, głośno się śmiejesz, szorujesz podłogę szczoteczką do zębów kilka razy dziennie – to są strategie, które wykorzystujesz, żeby zaspokoić swoje potrzeby. Nie czuj się winna, że robisz coś inaczej niż inni. Na wszystko co robisz, patrz ze swojej perspektywy.

Czy jesteś szczęśliwa przy każdej czynności, którą wykonujesz? Założę się, że nie.

Ja nie znoszę gotować. Tak myślałam i tak często jest. Jednak mam potrzebę dbania o zdrowie oraz finansowe bezpieczeństwo swoje i rodziny. Zaakceptowałam więc fakt, że pieczenie ciast i mięs to nie mój konik. Nie muszę tego robić. Naprawdę nie muszę. Jednak lubię dobrze zjeść, dlatego zaczęłam szukać rzeczy, które gotować lubię. Tym sposobem odkryłam tajską kuchnię i powiem Wam, że moje czerwone curry wymiata ;). Co więcej gdy po raz kolejny moja karpatka nadaje się do jedzenia łyżkami albo najlepiej do kosza na śmieci, nie czuję już złości tylko spokój, bo może i w ciastach jestem beznadziejna, ale moje curry .. mmmm palce lizać.

Akceptacja nie jest okłamywaniem siebie czy udawaniem, że wszystko jest super – to stan w którym decydujemy się widzieć i nie oceniać.

Owszem, moja karpatka ssie. No i co z tego?

Akceptacja cechą narcyzów?

Mam w rodzinie człowieka, który skrzywdził w życiu ogrom ludzi, w tym i mnie. Obecnie jest alkoholikiem, złodziejem i żyje sobie na koszt swojej kolejnej kobiety traktując ją jak najgorsze popychadło. Gdy trafiłam na teorię akceptacji odrazu przypomniały mi się jego słowa: „Niczego w życiu nie żałuję, bo nie mam problemu ze sobą. To inni mają problem ze mną a to już nie moja sprawa”.

Za każdym razem gdy przypominam sobie ten jego pijaczy wywód mam ochotę rozkwasić mu łeb. I długo czułam niezgodę w związku z akceptowaniem siebie, patrząc na to przez pryzmat akceptacji tego człowieka. Jednak gdy przyjrzałam się głębiej jego osobie, odkryłam, że to zadufanie to tylko pozorna akceptacja. Ten człowiek tworzy zasłonę dymną. Gdyby zaakceptował to, że zniszczył rodzinną firmę, zaciągnął ogromne długi pod dom rodziców, porzucił swoje dzieci i okłamywał wszystkich, którzy mu kiedykolwiek zaufali, a do tego jest chory na alkoholizm; zrozumiałby, że sam tego nie podniesie i potrzebuje pomocy.

Powtórzę, bo to ważne: akceptacja nie polega na okłamywaniu się. Nie zachęcam Cię do tego by wmawiać sobie, że nie masz zmarszczek kiedy ewidentnie je masz. Namawiam Cię by zaakceptować fakt ich posiadania oraz przede wszystkim emocje jakie one w Tobie budzą. A żeby to było możliwe, musisz przestać je oceniać! One nie są brzydkie, duże, małe, złe – one po prostu są.

Teoria a praktyka.

Moje górne jedynki są o kilka odcieni bardziej żółte od kłów (na których kiedyś opierał się aparat). Jak mnie to wkurza! Na każdym zdjęciu widzę nie swój uśmiech tylko te dwie kremowe jedynki. Za każdym razem gdy oglądam zdjęcia powtarzam sobie w głowie: tak mam żółte jedynki. Nie wiem czy ktoś to widzi czy tylko ja. Wkurza mnie to, że nie są tak białe jak reszta zębów. Jednak akceptuje siebie z tymi jedynkami oraz całym tym wkurzeniem. Mam prawo do tych uczuć. Wiem skąd pochodzą i czemu mi tak zależy na białych zębach. Akceptuję to. Czy w związku z tym wszystkim co wiem i czuję jestem gotowa wydać ponad tyś. zł na wybielanie? Czy wolę kupić sobie coś innego?

Zęby – wkurzają mnie. Jednak czy sprawiają, że jestem gorszym człowiekiem? Są częścią mnie. Są zdrowie. Może kiedyś je wybielę, może nie, ale bez względu na to co zadecyduję będę wciąż tą samą mną. I nadal będę się lubić.

Zachęcam więc – do akceptacji. Od niej zaczyna się wolność, miłość, zrozumienie oraz piękne zmiany lub ich brak. Najważniejsze, że będzie to tylko Twoja decyzja a nie wymóg czy presja innych.

Zadanie adwentowe dotyczące tej tematyki możesz przeczytać albo na instagramie albo tutaj (w osobnym pliku).

Będzie mi bardzo miło jak dasz mi znać – czy ten temat jest Ci bliski, jakie emocje Ci towarzyszą, a może coś jest niełatwe lub niezrozumiałe – nie bój się pisać tu czy na insta. Jednak nic na siłę, wszystko w wolności.

Do przeczytania 🙂

Może zainteresować Cię kolejne zadanie adwentowe.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: